Podążając za szczęściem

Podążając za szczęściem

sobota, 26 marca 2016

Zakotwiczenie w problemach innych

Alkoholizm... Ten problem chyba nigdy nie zniknie. Dotyczy on osób młodych, w średnim wieku i starszych. Nie ma znaczenia w jakiej grupie społecznej się znajdujesz. Ten nałóg może chwycić także Ciebie...


Wiele osób często sięgających po kieliszek uważa, że nie ma problemu. Przecież nie stoją przed sklepem. Nie piją codziennie. Potrafią przestać kiedy chcą... Nie zauważają tego co z nimi się dzieje. Wypaczają z umysłu prawdę i wybielają się. Tak było z moją mamą. Owszem ojciec ją zostawił z dzieckiem i na pewno nie było jej łatwo. Jednak  zamiast stawić czoła problemom uciekła w alkohol. Bo tak było fajnie. Nie musiała myśleć o tym co się dzieje. Oddalała wszystkie problemy. Odrywała się od rzeczywistości i szybowała w przestworzach... To było takie fajne... Czuła się wolna... 

Jej nałóg zniewolił jednak mnie. Poczucie bezpieczeństwa dryfowało na dnie Rowu Mariańskiego razem z poczuciem własnej wartości. Za to w przestworza wzbijał się wstyd. Nie da się nawet opisać tego uczucia. 

Jako dziecko chciałam zrobić wszystko, żeby ją zadowolić. Myślałam, że to ja jestem winna temu, że ona pije. Starałam się najlepiej uczyć, być wzorową uczennicą. Nie chciałam przysparzać jej problemów i dawać kolejnych powodów do picia. Niestety ona nadal piła. Co bym nie zrobiła alkohol nadal "stał na stole". Wymagałam od siebie coraz więcej i więcej... I nigdy nie poczułam się najlepsza. Zawsze uważałam się za nie dość dobrą, bo przecież nie przestała pić. W dziecięcej głowie uroiło mi się, że jeśli będę w czołówce dam jej radość i ona przestanie... Ale nie przestała.

Z czasem zaczęłam się czuć niechciana, niekochana... Ilekroć słyszałam, że popełniła największy błąd w swoim życiu zadając się z moim ojcem w mojej głowie od razu świtała myśl "ona żałuje, że jestem na świcie". Czułam się odrzucona.

Nie mogłam znieść tego co się dzieje. Zrobiłam się jeszcze bardziej poważna, bo musiałam zajmować się matką, która ledwo słaniała się na nogach, wymiotowała, krzyczała. W domu wieczne awantury. Myślałam, że jak ucieknę da jej to do myślenia... więc uciekałam z domu. Chciałam odciąć się od tego życia

Byłam wiecznie krytykowana. Odkąd zaczęły się jej problemy nie czułam zrozumienia, nie miałam wsparcia, zawsze byłam ta najgorsza. Wszyscy byli lepsi ode mnie. 

To wszystko było ponad moje siły. Niestety do dnia dzisiejszego nie przepracowałam wszystkiego co nabyłam "dzięki" tym doświadczeniom. Ale o tym na kolejnych kartach.


Do tematów związanych z tymi powodami będę zapewne niejednokrotnie wracać i je rozwijać o fakty, które sobie przypomnę.

Teraz już wiecie, że byłam grubym, niedowartościowanym DDA.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz