Tytuł posta może wydawać się niezrozumiały, ale takie równanie odzwierciedla życie większości osób borykających się z nadmiernymi kilogramami. Oczywiście są wyjątki, ale jest ich stosunkowo mało.
O co właściwie chodzi? To banalnie proste. Im więcej kilogramów tym mniej pewności siebie. Dużo kilogramów = mało pewności siebie. Czyż to nie jest prawda?
Ja od zawsze miałam ich za dużo. Rzekłabym nawet, że nie wiem jak ich nie mieć. 7 z przodu miałam przez kilka lat zaledwie (nie licząc dziecięcego wieku, w którym pewnie dość szybko ją osiągnęłam). Przez większość lat miałam 9, a w "najcięższym" okresie waga miała trzy cyfry, a dwie pierwsze to 11.
Kiedyś jako nastolatka miałam pretensje do mojej mamy, że jest mnie za dużo. W okresie mojego buntu mówiłam rzeczy niemiłe... Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, że nie mogę jej za to obwiniać. Dlaczego? Bo ja niezłym Kubusiem byłam. Potrafiłam zjeść obfity obiad iść do znajomych i powiedzieć, że nic nie jadłam :) A słodycze... Tonami wchłaniałam. Potrafiłam na dzień dobry zjeść tabliczkę czekolady i sięgnąć po drugą. Nie byłam w stanie się zasłodzić.
Nadwaga, a później otyłość towarzyszyła mi od małego. Dopiero będąc na studiach zawzięłam się, aby coś z tym zrobić. I udało mi się schudnąć wówczas 25 kg. Zeszłam do 73, co przy moim wzroście wyglądało ładnie. Rozmiar 40, więc wreszcie mogłam przebierać w ciuchach...
Moja "chudość" nie trwała długo. Po kilku lat traumatyczne zdarzenie w życiu sprawiło, że wpadłam w depresje. Trwała ona 9 miesięcy. To był czas zajadania smutków. Waga szybko poszybowałam a ja straciłam kontrolę nie tylko nad wagą, ale nad całym swoim życiem. Apatia, a nie Paulina - tak mogłabym mieć wówczas na imię.
Ja od zawsze zajadałam problemy. A jako dziecko mało ich nie miałam.
W moim dorosłym życiu okazało się, że moja nadwaga i problemy ze zbiciem wagi to również wynik chorób. Odkryto u mnie PCOS, czyli policystyczne jajniki oraz niedoczynność tarczycy. Podejrzewano również cukrzycę. Przez jakiś czas podawano mi leki na insulinooporność. Waga więc w moim przypadku ma związek z gospodarką hormonalną w moim organizmie. Niestety mój organizm postanowił stworzyć sobie wroga we własnych szeregach i z nim walczy. Jedna z chorób ma podłoże autoimmunologiczne, czyli mój organizm "trawi" sam siebie.
Nadwaga sprawiała, że czułam się brzydka. Porównywałam się cały czas do innych osób i cierpiałam we wnętrzu. Od wielu osób słyszałam "zrób coś". Nie jest to jednak takie proste jak się wydaje.
Widząc swoje odbicie nie potrafiłam go zaakceptować. Uciekałam od lustra.
Teraz już wiem, że problemy z wagą pozwoliły, abym poznała myśli osób borykających się z tym problemem. Nikt nie pozna sedna problemu, gdy osobiście się z nim nie zetknie. Czerpię z tych doświadczeń wiele nauki, dzięki czemu mogę pomagać innym. Zdecydowanie bardziej rozumiem co przeżywa taka osoba. Potrafię się z nią utożsamić. A to jest bezcenne.
Kiedyś jako nastolatka miałam pretensje do mojej mamy, że jest mnie za dużo. W okresie mojego buntu mówiłam rzeczy niemiłe... Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, że nie mogę jej za to obwiniać. Dlaczego? Bo ja niezłym Kubusiem byłam. Potrafiłam zjeść obfity obiad iść do znajomych i powiedzieć, że nic nie jadłam :) A słodycze... Tonami wchłaniałam. Potrafiłam na dzień dobry zjeść tabliczkę czekolady i sięgnąć po drugą. Nie byłam w stanie się zasłodzić.
Nadwaga, a później otyłość towarzyszyła mi od małego. Dopiero będąc na studiach zawzięłam się, aby coś z tym zrobić. I udało mi się schudnąć wówczas 25 kg. Zeszłam do 73, co przy moim wzroście wyglądało ładnie. Rozmiar 40, więc wreszcie mogłam przebierać w ciuchach...
Moja "chudość" nie trwała długo. Po kilku lat traumatyczne zdarzenie w życiu sprawiło, że wpadłam w depresje. Trwała ona 9 miesięcy. To był czas zajadania smutków. Waga szybko poszybowałam a ja straciłam kontrolę nie tylko nad wagą, ale nad całym swoim życiem. Apatia, a nie Paulina - tak mogłabym mieć wówczas na imię.
Ja od zawsze zajadałam problemy. A jako dziecko mało ich nie miałam.
W moim dorosłym życiu okazało się, że moja nadwaga i problemy ze zbiciem wagi to również wynik chorób. Odkryto u mnie PCOS, czyli policystyczne jajniki oraz niedoczynność tarczycy. Podejrzewano również cukrzycę. Przez jakiś czas podawano mi leki na insulinooporność. Waga więc w moim przypadku ma związek z gospodarką hormonalną w moim organizmie. Niestety mój organizm postanowił stworzyć sobie wroga we własnych szeregach i z nim walczy. Jedna z chorób ma podłoże autoimmunologiczne, czyli mój organizm "trawi" sam siebie.
Nadwaga sprawiała, że czułam się brzydka. Porównywałam się cały czas do innych osób i cierpiałam we wnętrzu. Od wielu osób słyszałam "zrób coś". Nie jest to jednak takie proste jak się wydaje.
Widząc swoje odbicie nie potrafiłam go zaakceptować. Uciekałam od lustra.
Teraz już wiem, że problemy z wagą pozwoliły, abym poznała myśli osób borykających się z tym problemem. Nikt nie pozna sedna problemu, gdy osobiście się z nim nie zetknie. Czerpię z tych doświadczeń wiele nauki, dzięki czemu mogę pomagać innym. Zdecydowanie bardziej rozumiem co przeżywa taka osoba. Potrafię się z nią utożsamić. A to jest bezcenne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz